poniedziałek, 16 lipca 2012

pierwszaczek

1410 m.n.p.m - tak, właśnie tak. na takiej wysokości jest położone Schronisko PTTK nad Morskim Okiem i powiem szczerze, że trochę dziwnym uczuciem jest siedzenie na sali, na takiej wysokości, u podnóża Mięguszowieckich Szczytów i pisanie bloga... jakby nie było nic innego co można by robić w wolnym czasie będąc w najbardziej rozpoznawalnym i rozreklamowanym miejscu tatr. ale tak się dzieje kiedy za oknem typowa "wyspiarska" pogoda, która nie byłaby niczym szczególnie denerwującym dla pijących punkt 5.00 pm angoli. nie powiem, bo trzymam się całkiem nieźle i żaden deszcz, mgła i towarzysząca temu wszystkiemu wszechobecna wilgoć nie powoduje u mnie stanów wymagających zażywania leków uspokajających. ba! czasem nawet czuje się świetnie mogąc być na zewnątrz, słuchać padającego deszczu i czuć powiew wiatru pełnego wilgoci... tak wiem, wiem... to co piszę to typowy przykład homeryckich porównań, których zadaniem jest umożliwić czytającemu poruszenie swoje wyobraźni i mentalne przeniesienie się w opisywane miejsce... ale cóż czasem będzie tak a nie inaczej. dlaczego? dlatego, że ktoś kto będzie czytał moje dyrdymały może choć trochę wczuję się w klimat, który tu panuje i to co być może dla wielu będzie suchym tekstem, to dla takiego kogoś będzie to coś co da się "przełknąć", a kto wie może nawet bez przepity...

co mnie natchnęło? co spowodowało, że zaczynam pisać coś czego nigdy w życiu nawet nie czytałem?
może fakt, że jest to swego rodzaju porozumienie z cywilizacją? bo jakby nie patrzeć to owe miejsce jest z daleka od jakiejkolwiek cywilizacji... chociaażżż.... no ale o tym może później...
także tego... wracając do powodu dla którego mam zamiar opisywać ( a taki zamiar mam ) co mnie tu spotyka ( a spotyka ) oraz jakich ludzi poznaje ( a jest kogo poznawać ), to może po prostu dlatego, że czasem nie mam co robić, albo mam czas robić różne rzeczy ale najzwyczajniej w świecie nie chce mi się...
jest też opcja, że ktoś kto będzie to czytał, samemu drogą dedukcji rozkmini co, jak, po co i dlaczego...
...zresztą czy to ważne?!

toprozmywak... nie wiem czemu, ale jakbym nie wiedział o co chodzi, to pierwsze skojarzenie jakie przychodzi mi do głowy to takie, że toprozmywak to jakiś kumpel turbodymomena czy jakiegoś innego zacnego bohatera dzisiejszych reklam... o co więc chodzi? chodzi o to, że tak jak zacni są bohaterowie telewizyjnych reklam tak zacny jest mój cel postawiony sobie, że zostanę ratownikiem Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego... ale o tym na ten czas nie mam co pisać, no może troszkę... ale i na to przyjdzie czas. a co z dalszym członem nazwy? krótko : siedzę w schronisku, pracując na zmywaku. tak, na zmywaku w kuchni i nic co jest w "jadłospisie" nie jest mi obce...
"-jaaa!!! on pracuje na zmywaku, jest zwykłym pomywaczem, zajmuje się resztkami z posiłków jakiś turystów!" - rzekła większość ludzi lub chociaż znaczna ich cześć.
tak jest i nie mam zamiaru przeczyć, bo i po co?! ale jak to mówią żadna praca nie hańbi i ja się z tym zgadzam. bo jeżeli zagłębić się w cały ten system głębiej, to jeżeli tzw. "pomywacz", "zmywakowy" czy jak tam jeszcze zwał inaczej pomyśli sobie : "- pier^%#^, nie robię!" i tak uczyni, to przy dużym ruchu, braknie naczyń i całą kuchenna załoga jest w "ciemnym zakamarku, czteroliterowej czeluści ciała ludzkiego"... jednak nie powoduje to żadnej dumy, pychy czy jakiegokolwiek poczucia "kim ja tutaj nie jestem". nie, oo nieee.

ale wystarczy nie mówić, że pracuje się na zmywaku tylko, że pracuje się w Schronisku nad Morskim Okiem.
"- jaaaa!!! jesteś pracownikiem Schroniska nad Morskim Okiem!? ale musisz być kozak i w ogóle jaką masz niesamowitą placówkę do pracy! coś jakże ogromnie, niebywałego! jak to zrobiłeś?....."

....no właśnie jak ja to zrobiłem?! jakim cudem udało mi się wylądować w tak zajefajnym miejscu do pracy!?

a) szczęście?
b) przeznaczenie?
c) słynne : "- Bóg tak chciał!" ?
d) przypadek?
e) należało mi się trochę odpracować lenistwo z całego roku?
f) inne...?

dla mnie jest to jak ostatnie pytanie w "Milionerach"- warte miliona... dlaczego? bo chciałbym sobie na nie odpowiedzieć wybierając prawidłową odpowiedź... mam jednak przewagę - nie mam "magicznych" kilkudziesięciu sekund na to żeby wybrać odpowiednią odpowiedź... mianowicie mam czas chyba do końca września bo do tej pory mogę tu siedzieć, a kto wie czy nie odpali mi jakiś inny, równie nienormalny pomysł jak pisanie tego blogu i np. zostanę tu dłużej... ale zobaczymy... póki co jestem tu ponad dwa tygodnie i szczerze powiedziawszy zleciało jak pieron.

tak właśnie. to jest to Schronisko, w którym pracuje.
chyba nie mam co pisać jak na pierwszy raz... a może mam tyle do opisania, że za jednym razem się nie da?
nie. po prostu nie chce przynudzać. zresztą pani w liceum powiedziała mi, że : "-jestem wygadany, jednak pisanie pozostawia wiele do życzenia."
dlatego za dużo literek składających się w słowa, za dużo słów składających w zdania i za dużo zdań, które pewnie nie do końca są sensowne, składne i skłaniające do czytania więcej niż kilka linijek.... mam jednak nadzieje, że będzie tylko lepiej...

najbliższa noc nie zapowiada się zbyt ciepła, więc jakaś herbacina z soczkiem malinowym i cytrynką będzie czymś zdecydowanie na miejscu. do tego jakaś dobra nuta oraz klimat pokoju nr 2 ( o nim więcej w następnym odcinku :-P ) i wszystko zamknie się w niesamowicie składną i kultową wręcz całość.

także tego. serwus.


5 komentarzy:

  1. Kochany , jak zawsze mówię nigdy nic nie dzieje się bez przyczyny. Tak miało być ... ale o tym pogadamy innym razem .
    Pozdrawiam Dominika

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Basia w liceum nie była w stanie odkryć lekkości z jaka piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę widoku za oknem, czystego powietrza o poranku i pierwszych promieni jeszcze zaspanego słońca...
    Czy życie w górach jest piękniejsze?

    OdpowiedzUsuń
  4. Miejsce pracy naprawdę godne pozazdroszczenia!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ave Hubertusie Pospolitusie:-) mówiąc szczerze to trochę Ci zazdroszczę tej pracy i widoków z za okna.Ale z drógie str ciesze się twoim szczęściem(jedny i drógim) Oby w tym wszytskim tak dalej i pomalutku do przodu Hubertusie.Pozdrowienia z niezby slonecznego a nawet melancholicznego Rybnika
    Włóczykij
    Pax

    OdpowiedzUsuń